Zająłem drugie 🥈 miejsce w grudniowej edycji zawodów taktycznych organizowanych przez MCS – Małopolskie Centrum Strzelectwa i Solny Garnizon – Klub Strzelecki Bochnia. Chyba dopiero doszedłem do siebie po tamtej próbie, dlatego piszę relację z opóźnieniem.. 😅

Generalnie to te zawody były sztosem. 🔥🔥🔥 Co je wyróżnia na tle innych zawodów taktycznych na których byłem? Przeczytasz o tym poniżej.

Charakterystyka

Pierwszy raz byłem na takich zawodach i mogę powiedzieć, że na pewno nie ostatni. Zakochałem się w tej formule. To najlepszy sprawdzian… zawody taktyczno-strzeleckie w takiej formule jak „pętla”, to jest to!

Opiszę to w kilku punktach:

  • nie wiesz jak będzie wyglądał przebieg i ile zajmie,
  • nie znasz ilości celów, więc nie wiesz ile amunicji potrzebujesz na cały przebieg,
  • całość zrobiona jest na zasadach pętli – startujesz z określonego miejsca i pokonujesz jeden długi tor – przebieg.

Czyli zawody w Solnym Garnizonie, były tak skonstruowane w swojej formule, że zawodnik ciągiem od startu pokonywał wszystkie tory… nie wiedząc jakie będą po drodze zadania i ile ich będzie… No i jak długo to potrwa.

Start

Na starcie otrzymałem tylko informację, że mam zabrać według uznania amunicję. Czyli zapakowałem ile się dało 😀 Poładowane magazynki do pistoletu, karabinka i strzelbowe do ładownic i do worka zrzutowego.

Start rozpoczynam od wejścia po drabinie na poddasze, gdzie mam wykonać rozpoznanie celu do zlikwidowania oraz oddać precyzyjny strzał z karabinu wyborowego. Karabinu, którego nie znam. Cel to metalowe popiersie na około (jak dobrze pamiętam) 500m. Następnie zjeżdżam po linie na dół i słyszę biegnij tam za znakami…

Pierwsza część

Biegnę około 100m, dobiegam do kolejnego toru i sędziego i dostaję komendy w stylu: masz cele metalowe ostrzeliwać tak i tak, papierowe tak i tak, masz wykorzystywać przesłony i jak potrzeba to kroić obszar za przesłonami. Dawaj, dawaj… czas ucieka!

Chris Turbotata na zawodach taktyczno strzeleckich strzela z karabinku

Następnie biegnę dalej… to znaczy podbiegam, maszeruję, podbiegam… to jakieś 200-300m… ale ja już czuję, że jest masakra… jest 0 stopni temperatury i czuję jak mi płuca zaczynają świszczeć 🥶 🥶 🥶 Okulary parują i co chwila przecieram je palcem. Nic nie widzę, a jest środek dnia. Ok! Widzę jakiś znak! Wdrapuję się po wale i przechodzę na kolejny tor z 9holem.

I znów, dostaję instrukcje co i jak od sędziego, który opiekuje się tą częścią toru. Działam! Strzelam, ale i próbuję odzyskać oddech.

Później biegnę dalej.

Teraz strzelba

Widzę znaki. Sędzia każe mi się przeczołgać przez rurę ściekową kilka metrów na kolejny tor. I tylko słyszę, gdy nurkuję w rurę: „…@%#$ lufa do przodu, lufa do przodu…”. Wyczołgałem się na tor. nie było łatwo. Mam ostrzelać go z nieswojej strzelby. Mam ją załadować. Sięgam do pasa i widzę, że 1/3 amunicji gdzieś powypadała z ładownic podczas biegu i fikołków… ładuję, strzelam, lecę dalej…

Kolejne zadanie, jakby wysiłku było mało. Sędzia krzyczy: „Ranny!”. Przenoszę i stazuję poszkodowanego kolegę, znaczy się – manekina 😉

Ruszam za znakami, a te… to nie żart… każą wejść do wody…

Rzeczka… w zimie

I tak wchodzę i brodzę po kolana w rzeczce. Pierwszy kolega, który biegł rano – podobno kruszył lód. Ja biegnę ostatni (coś około 14-15), czyli jako ostatni brodziłem w rozchodzonym na dnie mule. Grzęzłem co chwila… dwa razy przewróciłem się i napiłem tej pysznej i orzeźwiającej, „źródlanej” wody.

Wychodzę na kolejne tory. Teraz też strzelba. Resztkami amunicji strzeliłem co mogłem. Całego toru nie zrobiłem, bo amunicji nie wystarczyło. Pogubiłem amunicję. Ładownice nie zdały egazminu na takie czołganie… lepszy byłby pas na amunicję strzelbową, albo jakiś specjalne, zapinane cargo.

Później tor z nieswojego pistoletu. Szybkie załadowanie pestek do nieswojego maga i strzelanie. Okulary parują jak wściekłe. Co chwilę, kompletnie nic nie widzę.

Koniec toru, a znaki prowadzą dalej… znów do rzeki… Nie mam zegarka, nie wiem ile czasu już to trwa… Nie wiem też, ile jeszcze zadań mam przed sobą. Nic nie wiem, oprócz tego co już za mną. I co wiem, że zrobiłem źle, ale staram się o tym nie myśleć. Teraz, tylko to co z przodu się liczy. Działam.

Wchodzę do rzeki i przewracam się kolejny raz. Wstaję i przeprawiam się dalej. Krok po kroku. Lekko to juz było. Trzeba teraz przeczołgać się przez betonowe kręgi w rzece. Jestem cały mokry. Zero stopni, a ja cały paruję. Czołgam się. Zgubiłem zakrywkę z pryzmatu… zgubiłem nakolannik w wodzie. @#%j z nim. Nie będę, go teraz szukał.

Wychodzę z wody. Ktoś krzyknął motywacyjnie „za&@#%*j, jeszcze tylko dwa tory!!!”. Coś tam było z karabinu ala cqb i pistoletu… nie pamiętam… mam dość… Wbiegam na metę i dzwonię młotkiem w końcowy – zwycięski dzwon. Zwycięski, bo każdy kto ukończył te zawody zasługuje na to miano. Miano Zwycięzcy 🏆.

Przeżyłem to

Chyba nigdy nie było mi tak trudno. Brak informacji ile do końca, gdzie jestem, ile jeszcze i co mam zrobić… jak rozłożyć siły!? Potężna lekcja!!!

Wracając do domu, przez bitą godzinę słuchałem tylko świszczenia swoich płuc…

Sztos Zawody. Warto się w nie zaangażować.

W tym roku były już kolejne dwie edycje Łukasz Drobot nie zwalnia tempa i z Ekipą robią dobrą robotę… zdradzę tylko, że na ostatniej edycji na jednym z torów była minuta walki w rękawicach z instruktorem 🥊 …nie byłem i żałuję.

Jeszcze tu wrócę.

Andrzej Tyka dzięki, że złapaliśmy kontakt i mnie wkręciłeś w te zawody!

#odknuradotura

Pierwotnie opis zawodów pojawił się na moim profilu na Facebook. Dołącz do Turbo Newslettera, to będę podrzucał Ci info o zawodach i relacje. 

Chcesz startować w zawodach taktyczno-strzeleckich takich jak te? Nie czekaj – masz teraz wiedzę jak zacząć, na tacy.

Tutaj w ebooku.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

You May Also Like